×

Ostrzeżenie

Nie powiodło się załadowanie pliku XML.
Kołobrzeski Ultramaratończyk Zbigniew Malinowski od 22 do 25 października uczestniczył w najsławniejszym i jednym z najtrudniejszych biegów na świecie La Diagonale des fous, znanym jako RRAND RAID DE LA REUNION. Bieg odbył się na "klasycznym" dystansie 100 mil z przewyższeniem 9 920 m.n.p.o. i wyznaczonym limitem czasowym 66 godz.
Bieg odbył się na wyspie Reunion (zamorskie terytorium Francji). Start miał miejsce w Sanit Pierre, z poziomu Oceanu Indyjskiego o godz. 22.00 w ogromnej ulewie w otoczeniu ok. 100 tys. fiestujących i bawiących się Kreolczyków. Meta wyznaczona została w stolicy wyspy m. Sanit Denis na dzień 25.10. na godz. 16.00 na poziomie Oceanu. UltraMalina, jak mówią przyjaciele z czasem 46 godz. 53 min. 30 sek. zajął 639 miejsce. Biegł kontuzjowany z pękniętym mięśniem brzusznym z prawej strony, zapaleniem kaletki lewej nogi nad kolanem, naderwanym przyczepem Achillesa lewej nogi w okolicy mięśnia dwugłowego.
 
W Trialu wystartowało 2 693 wyselekcjonowanych szaleńców chcących zmierzyć się z trudnym biegiem Grand de la Reunion. Zbyszek oraz jego przyjaciel z Sandomierza Jacek Łabudzki byli wśród tych wybrańców. Bieg ukończyło 1751 z nich. Trudom zawodów nie sprostało ok. 1 000 ultrasów. Doznawali oni różnego rodzaju kontuzji kończyn oraz głowy. Początek biegu nie wskazywał o mających nastąpić trudnościach i przeszkodach takich jak różnice temperatur, wilgotność, wzniesienia, liczne rzeki, strumienie, wiszące mosty linowe, liny, metalowe i drewniane drabiny deszcz, dżungla, deszczowe lasy, wąwozy, kaniony, wulkaniczny pył, skały korzenie i polne błotniste ścieżki. Pokonując błotniste gliniaste ścieżki pomiędzy polami z wysokiej trzciny Cukrowej jak wspominają zawodnicy, czuli się jak niewolnicy, a czasami jak kolonizatorzy. Rzeki musieli czasami pokonywać niemal po pas w wodzie. W czasie biegu wszystko mogło zaskakiwać, mogło się zdarzyć. - Nie miałem wiedzy, co "doktor" mógł mi jeszcze zafundować, gdyż logistyka biegu była po stronie Jacka. Mieliśmy biec razem, ja miałem zajmować się taktyką i bezpieczeństwem w czasie biegu. Nie przewidzieliśmy obaj, że może dojść do zagubienia się na trasie. Kiedy zostałem sam, telefony nie działały, mapy nie miałem, a nie znam – relacjonuje Zbigniew Malinowski. - W lesie deszczowym " wagony pociągu zablokowały się" i straciliśmy łączność wzrokową z Jackiem Około godziny 1 w nocy. W górach tel. nie działały i nic nie wiedzieliśmy o sobie. Czułem moc, a deklaracja biegu razem z Jackiem obowiązywała. Po 15 Godzinach biegu około godziny 13.30 wysłałęm SMS do Izy "Cesarza" na " Ziemię", aby mnie obudziła za 1,5 godziny, zjadłem...z myślą, że Jacek mnie dojdzie. Nie mówiłem Izie o pękniętym mięśniu. Wziąłem tabletkę przeciwbólową...zasnąłem –opowiada dalej Z. Malinowski.
 
Po obudzeniu zbiegł do kanionu i poprosił kolejny raz o przebudzenie za godzinę. „Doktora” dalej nie było. Organizator zaniepokojony długim snem bardzo się zainteresował, gdyż trwało to zbyt długo...obudził kołobrzeskiego biegacza około godziny 01.30. Pobiegłem...kolejny raz spał pod drzewem figowym na świeżym powietrzu pomiędzy godzinami 03.00- 05.00. Czekając na kompana zmarzł piekielnie. Po przetrwaniu drugiej nocy około godziny 10.20. uzyskał kontakt z Jackiem. Nie wiedział gdzie jest, lecz czuł, że jest dalej niż 100 km. - Minęło 36 godz. biegu, miałem przed sobą pole lawendy, było pachnąco, kolorowo, cudownie po mega trudnej drugiej nocy. Po lawendzie świat stał się radosny, uśmiechnięty i pachnący. Pamiętałem, że muszę nieść regulaminowy sprzęt w plecaku ok. 5-7 kg w zależności od zapasu wody. Myśląc jeszcze logicznie, byłem przekonany, że Grand Raid de la Reunion zakończę z dużym zapasem przed wyznaczonym limitem 66 godzin. Myliłem się! Na 15 km przed metą zaczął padać ulewny deszcz, cóż nic nie można było zrobić na gliniastej wąskiej ścieżce. Zaliczyłem kilka upadków...jeden raz jechałem na plecach jak żółw głową w dół...drzewo mnie zatrzymało na szczęście tylko na barku – opowiada ultra maratończyk. Góra Colorado na 4 km przed metą dokonała dzieła zniszczenia. 4 km kołobrzeżanin zjeżdżał na lianach, po kamieniach, korzeniach, wodzie, błocie, turlał się w łożyskach strumieni wypływających wprost z pod stóp. Przy dokuczających brzuchu, kolanie łydce zepsuła się czołówka, zerwał pasek.
 
Druga czołówka wymagała dozbrojenia. Jak opowiada, uświadomił sobie, że przez przeoczenie nie mam ubezpieczenia. Nie wiem, co jeszcze gorszego, wymagającego można wymyśleć...bieg przez dżunglę pomiędzy krokodylami, wężami innymi niebezpiecznymi stworzeniami! Miedzy lwami, hipopotamami, krokodylami, już było w Republice Południowej Afryki. Kolejny event "klasyczny" 100 mil będzie w styczniu 2016 roku w Kambodży – wspomina na koniec Malinowski. REUNION zwany "EDENEM", to miniaturowa górzysta wulkaniczna wyspa z czynnymi wulkanami o tysiącu twarzy na Oceanie Indyjskim oddalona od wyspy Madagaskar ok. 700 km oraz od Państwa-wyspy Maurytius ok. 200 km. Na wyspie jest 6 regionów klimatycznych z dziką przyrodą. Najwyższy szczyt Piton des Neiges 3070,5 m.n.p.m.. Liczba mieszkańców to ponad 800 tysięcy. Linia brzegowa 207 km, pow. 2 512 km2 i tylko 1 214 km dróg.
Komentarze  
0 #1 Obserwator4 2016-01-04 10:07
Malinowski bądź w pracy tak dobry jak w sporcie, bo nie wiesz nic na temat którym się zajmujesz !!!!
Cytować
Dodaj komentarz
Komentarze na portalu e-KG.pl są własnością ich twórców. Kołobrzeski Serwis Informacyjny nie ponosi odpowiedzialności za opinie pozostawione w serwisie.
Jeśli jakikolwiek komentarz uważasz za obraźliwy lub narusza jakiekolwiek zasady komentowania w serwisie napisz na adres: redakcja@e-kg.pl